Dzisiaj bardziej hip-hopowo, ale o soulu nie zapominam :) A więc: 16 czerwca (podobno) genialny Alchemist wydaje nową płytę i w związku z tym zaczynają się pojawiać kolejne tracki, które mają się na niej znaleźć. Jednym z nich jest "Smile" (lub "Hide My Tears"):
I jak to w jego przypadku kluczem do sukcesu jest genialny i świetnie zaaranżowany sampel. A mianowicie piosenka Keeping Up My Front mało znanego (nawet wikipedia w ich przypadku milczy) zespołu Smoked Sugar. Piosenka pochodzi z wydanego w 1975 roku jedynego albumu grupy, Untitled.
Jak łatwo można było zauważyć, z powodu nieustannego braku czasu (praca, studia, ostatnio jeszcze juwenalia) częstotliwość pojawiania się nowych wpisów na blogu drastycznie spadła. Ale wczoraj w pracy doznałem olśnienia: jako że najwięcej wolnego czasu mam podczas pracy ( :D ), to czemu nie pożytkować go na pisanie notek. Mam nadzieję że dzięki temu uda mi się powrócić do zakładanej częstotliwości pojawiania się nowych wpisów.
To tyle tytułem wstępu/wyjaśnienia, przejdźmy do meritum. Syl Johnson, bo o nim dziś spróbuję opowiedzieć, to kolejny obok wspominanych już nie raz w poprzednich notkach Alu Greenie, O.V. Wrightcie i Ann Pebbles artysta z wydającego w latach 70. przebój za przebojem Hi Records. Sylvester Thompson, bo tak naprawdę brzmiało imię i nazwisko bohatera dzisiejszego wpisu urodził się w 1936 roku w Holy Springs, Mississipi i od młodości zajmował się muzyką. Nie powinno to nikogo dziwić, zwłaszcza w obliczu faktu że dwaj starsi bracia Johnsona, Mac Thompson i Jimmy Johnson byli bluesowymi gitarzystami. W latach 50. Syl Johnson grał na gitarze i harmonicje u boku takich bluesowych sław jak Magic Sam, Billy Boy Arnold czy Howlin' Wolf. Swoją soulową przygodę z muzyką rozpoczął w połowie lat 60., początkowo w Federal Records, a następnie w chicagowskim Twinight. Z tego okresu pochodzą 2 fantastyczne kawałki: "It Is Because I'm Black" i "Concrete Reservation" opisujące odpowiednio dyskryminacyjne i socjalne problemy Afro-Amerykanów w tamtych czasach.
Współpracę z Willie Mitchellem i spółką rozpoczął w 1973 roku wydając album Back For A Taste of your love. Charakterystyczny głos Johnsona połączony z producenckim geniuszem Mitchella wsparty braćmi Hodges i Howardem Grimesem, czyli Hi Rythm Section przeistoczył się w kawał dobrego, charakterystycznego Southern Soulu. Mimo niezaprzeczalnej klasy i zdobycia pewnej popularności pan Johnson nigdy nie wyszedł cienia wielkiego kolegi z wytwórni, Ala Greena. Wydaje mi się że to właśnie on (oczywiście zupełnie niezamierzenie) niewspółmienego do skali talentu sukcesu komercyjnego Johnsona. Obaj nagrywali dość podobnie brzmiące piosenki, a przyćmić wielkiego Ala to rzecz praktycznie niewykonalna.
Po 5 udanych latach "związek" Johnsona z Hi Records rozpadł się. Artysta założył własną wytwórnię Shama, w której wydał 2 płyty. W roku 1985 postanowił zakończyć muzyczną karierę i otworzył własną sieć restauracji w Chicago.
W większości przypadków można by już było napisać kilka słów podsumowania i spokojnie zakończyć posta. Ale w 1992 roku stało się coś, czego nie można pominąć pisząc nawet tak skróconą i uproszczoną biografię Syla Johnsona. Mianowicie w tym oto roku Johnson odkrył, że jednej z jego piosenek ("Different Strokes") użyli m.in. Wu Tang Clan i Kool G rap. To odkrycie spowodowało po piewsze pozew sądowy o odszkodowanie w wysokości, bagatela 29 mln $ (oskarżeni zostali też inni raperzy i Michael Jackson) za nielegalne użycie części piosenki skomponowanej przez niego, a także skłoniło Johnsona do powrotu do muzyki. Niecałe 2 lata później ukazał się album "Back In The Game" nagranego ze starymi dobrymi znajomymi z Hi Rythm Section i Syleeną Johnson, piosenkarką R&B i aktorką (i również, jak nietrudno się domyślić jego córką).
Jako bonusik córka wykonująca jeden z większych przebojów ojca. Moim skromym zdaniem tata przekazał jej wiele dobrych genów, ale nie wszystkie ;)
Pisana nie na potrzeby bloga, ale postanowiłem, że tutaj też się nada :)
A więc uwaga:
Nikt wcześniej i chyba nikt później nie mówił tak łagodnie i tak przyjemnie, a zarazem tak dobitnie równie ważnych sprawach, jak Marvin Gaye na płycie What's Going On. Ekologia, wojna w Wietnamie, problemy czarnej społeczności w USA to główne temat y poruszane na 10. solowej płycie Księcia Soulu. Szargany problemami osobistymi (śmierć przyjaciółki i partnerki ze sceny Tammi Terrel, który zaowocował blisko dwuletnim odpoczynkiem od muzyki, początek rozpadu małżeństwa z Ann Gordy). Po usłyszeniu pierwszwgo singla, tytułowego What's Going On, szef wytwórni Gaye'a, legendarnego Motown Records powiedział, że jest to najgorszy materiał, jaki słyszał w życiu, a płyta ta ukaże się "po jego trupie". Marvin Gaye, zdesperowany by pokazać światu swój punkt widzenia położył na szali całą swoją, usłaną wielkimi sukcesami, muzyczną karierę, grożąc, że gdy Motown nie wyda jego płyty, Gaye definitywnie porzuci muzykę. W końcu artysta postawił na swoim. Pierwszy singiel sprzedał się w imponującej jak na realia lat 70. liczbie 2 milionów egzemplarzy. Całą płytę tak naprawdę można interpretować jako praktycznie ciąg związanych piosenek, będących manifestem nie godzącego się z obrazem świata zagubionego i rozczarowanego życiem człowieka, który jednocześnie był genialnym artystą. Płyta wywarła niezwykle entuzjastyczne wrażenie na czarnej publiczności, przy jednoczesnym chłodnym przyjęciu, wyższych, "białych" sfer. Magazyn "Rolling Stone" umieścił What's Going On na 6. miejscu na liście 500 najlepszych albumów wszechczasów.
Zajawka pod tytułem "Marvin Gaye" trwa nadal. Wspaniałych, tajemniczych i interesujących punktów w jego biografii i dyskografii jest tyle, że pewnie długo mi nie przejdzie. W dniu dzisiejszym 2 single z niesamowitej płyty "What's Going On" wykonane podczas Montreux Jazz Festival w 1980 roku.
A w przyszłym roku ma ukazać się film biograficzny (przy historii całego życia Marvina Ray może się schować) z Jesse L. Martinem w roli głównej. Podobni?: